sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział  XVI   "Ogień"


-Mamo wróciłam!
Cisza.
-Mamo?
-Cisza.
-Wróciłam! Hello!
Jeszcze większa cisza. Wchodzę do kuchni i włączam radio. Na stole leży kartka ze znajomym pismem mamy: "Wrócę późno. Nie czekaj na mnie. Całuski. Mama" Klasyczna wiadomość. Otwieram lodówkę, po raz pierwszy od wielu dni jest pełna. Xsenii nie ma... Jeszcze nie wróciła... A może zabłądziła? Uciekła na zawsze? Zostawiła mnie...? Życie bywa podłe, ale czemu aż tak bardzo??? Szybko zjadam kolację i od razu idę spać.We wszystkich snach występuje Xsenia. Tęsknię za nią...


                     *                           *                      *


Kopyta głucho uderzają o piaszczyste podłoże wybiegu. Nelly łagodnie przyspiesza do kłusu. John stoi na środku wybiegu wydając polecenia. Klaczka rusza uszkami na dźwięk głosu właściciela. Przyglądam im się zza ogrodzenia. Widząc Nelly przed oczami staje mi Hera…

-Nelly, hop!
Konik zwalnia i niezdecydowanym wzrokiem spogląda to na Johna to na snopek siana. Chłopak pewnym krokiem zbliża się do niego. Źrebak ze słodkim rżeniem zaczyna przyspieszać, lecz omija przeszkodę.
-Nelly, hop hop!
John ponownie wydaje polecenie, lecz Nelly go nie słucha tylko zarzuca łbem. Przyjaciel chwyta ją za uzdę. Głaszcze jej kremową grzywę.
- Czemu nie chce skakać?
Brak odpowiedzi. Taaa, jakie to normalne… Mała znów zaczyna kłusować dookoła wybiegu. Robi to z radością co mogą potwierdzić słodkie prychnięcia. Zniża łeb i zwalnia do stępa.
-Hop!
Zero reakcji. Źrebak zwalnia po czym staje w bezruchu. Trwa w gotowości jednak nie wie co robić. John powoli traci cierpliwość. Przeskakuję przez płot i staję obok chłopaka.
-Może ja spróbuję?
-Skoro chcesz…
Brunet oddala się i staje za bramą. Nelly ze zdziwieniem unosi łeb do góry. Popędzam ją do wolnego galopu. Skupiam się na jej delikatnych, posuwistych krokach. Porusza się z taką samą gracją i lekkością jak jej matka. Gdy tylko próbuje zwolnić każę jej galopować dalej. Bezustannie, bez odpoczynku. Omija snopek siana jakby to był potwór.
-Hop, Nelly!
Klaczka jest zbyt rozpędzona by zdążyć się zatrzymać przed przeszkodą więc uznaje, że ją pokona. Wybija się tylnymi kopytkami i wyskakuje w górę. Przelatuje nad snopkiem siana i ląduje po drugiej stronie. John otwiera szeroko oczy ze zdziwienia. Dopiero teraz pozwalam źrebakowi zwolnić. Nie posiadam się z radości. Mocno przytulam klaczkę i daję jej kostkę cukru. Chłopak odwraca mnie i całuje.
-Jesteś idealna!
-Udało mi się, prawda?
-Uwierz w siebie, bo możesz więcej niż ci się wydaje…
Konik wtula pyszczek między nas. Głaszczę jego lśniącą szyję. Niemożliwe. Jeszcze kilka miesięcy temu nie potrafiłam jeździć konno, a teraz-szkolę młodego konia.
-Kto wie może wyrośnie z niej mistrzyni skoków?
Przez twarz Johna przebiega cień. O nie. Przypomniałam mu o Herze. Z zakłopotaniem szukam jego oczu.
-Ja nie chciałam…
-Nic się nie stało…
Chłopak chwyta uzdę Nelly, która bryka po wybiegu i odprowadza ją na pastwisko. Inne konie witają ją rżeniem i przyjacielskim prychaniem. Mała obiega do reszty „stada” i radośnie trąca pyskiem wierzchowce. Ku wielkiemu mojemu szczęściu konie ze Stajni Marzeń zaprzyjaźniły i zaopiekowały się osieroconą klaczką. Źrebak zaczyna skubać soczyście zieloną trawkę, raz po raz machając z zadowolenia ogonkiem. 
Kładzie się na trawie.
Awww.Beztroska chwila spokoju. Urocze… Nagle na spokojne, niczego nie podejrzewające stadko spada snop ognia. Z przerażenia upadam ze strachu na ziemię. Konie zaczynają rżeć na widok ognia. Wielka paszcza zionie ogniem i chwyta jednego z koni. Przez płomienie staram się zobaczyć przyczynę nagłego pożaru.
-Xsenia?!
Rozpoznaję fioletowe oczy i lśniące łuski. Smoczyca na dźwięk mojego ostrego głosu zniża lot i ląduje przede mną składając potężne skrzydła. Zwierzęta zlęknione nieznanym potworem rzucają się do ucieczki przeskakując wysoki płot. Nelly nerwowo szuka innej drogi ucieczki. John czym prędzej skierowuje klaczkę do bramy i wypuszcza ją, by mogła uciec.
-Xsenia…!
Smok wypluwa pogryzione, zmasakrowane ciało konia. Przekrzywia łeb i z zadowoleniem spogląda na mnie. Wyrywa jej się potulne ryknięcie. Omija swoją zdobycz i schyla przede mną łeb. John staje kawałek od nas nieufnie lustrując potwora od łap po pysk.
-Zabiła Gerarda…
-Całe szczęście był już starym koniem…
-Jak się wytłumaczymy?
Nie sądziłam, że Xsenia tak szybko urośnie....za szybko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz