-Mamo wróciłam!
Cisza.
-Mamo?
-Cisza.
-Wróciłam! Hello!
Jeszcze większa cisza. Wchodzę do kuchni i włączam radio. Na stole leży kartka ze znajomym pismem mamy: "Wrócę późno. Nie czekaj na mnie. Całuski. Mama" Klasyczna wiadomość. Otwieram lodówkę, po raz pierwszy od wielu dni jest pełna. Xsenii nie ma... Jeszcze nie wróciła... A może zabłądziła? Uciekła na zawsze? Zostawiła mnie...? Życie bywa podłe, ale czemu aż tak bardzo??? Szybko zjadam kolację i od razu idę spać.We wszystkich snach występuje Xsenia. Tęsknię za nią...
* * *
Kopyta głucho uderzają o piaszczyste podłoże wybiegu. Nelly łagodnie przyspiesza do kłusu. John stoi na środku wybiegu wydając polecenia. Klaczka rusza uszkami na dźwięk głosu właściciela. Przyglądam im się zza ogrodzenia. Widząc Nelly przed oczami staje mi Hera…
-Nelly, hop!
Konik
zwalnia i niezdecydowanym wzrokiem spogląda to na Johna to na snopek siana.
Chłopak pewnym krokiem zbliża się do niego. Źrebak ze słodkim rżeniem zaczyna
przyspieszać, lecz omija przeszkodę.
-Nelly, hop
hop!
John
ponownie wydaje polecenie, lecz Nelly go nie słucha tylko zarzuca łbem.
Przyjaciel chwyta ją za uzdę. Głaszcze jej kremową grzywę.
- Czemu nie
chce skakać?
Brak
odpowiedzi. Taaa, jakie to normalne… Mała znów zaczyna kłusować dookoła
wybiegu. Robi to z radością co mogą potwierdzić słodkie prychnięcia. Zniża łeb
i zwalnia do stępa.
-Hop!
Zero
reakcji. Źrebak zwalnia po czym staje w bezruchu. Trwa w gotowości jednak nie
wie co robić. John powoli traci cierpliwość. Przeskakuję przez płot i staję
obok chłopaka.
-Może ja
spróbuję?
-Skoro
chcesz…
Brunet
oddala się i staje za bramą. Nelly ze zdziwieniem unosi łeb do góry. Popędzam
ją do wolnego galopu. Skupiam się na jej delikatnych, posuwistych krokach.
Porusza się z taką samą gracją i lekkością jak jej matka. Gdy tylko próbuje
zwolnić każę jej galopować dalej. Bezustannie, bez odpoczynku. Omija snopek
siana jakby to był potwór.
-Hop, Nelly!
Klaczka jest
zbyt rozpędzona by zdążyć się zatrzymać przed przeszkodą więc uznaje, że ją
pokona. Wybija się tylnymi kopytkami i wyskakuje w górę. Przelatuje nad
snopkiem siana i ląduje po drugiej stronie. John otwiera szeroko oczy ze
zdziwienia. Dopiero teraz pozwalam źrebakowi zwolnić. Nie posiadam się z
radości. Mocno przytulam klaczkę i daję jej kostkę cukru. Chłopak odwraca mnie
i całuje.
-Jesteś
idealna!
-Udało mi
się, prawda?
-Uwierz w
siebie, bo możesz więcej niż ci się wydaje…
Konik wtula
pyszczek między nas. Głaszczę jego lśniącą szyję. Niemożliwe. Jeszcze kilka
miesięcy temu nie potrafiłam jeździć konno, a teraz-szkolę młodego konia.
-Kto wie
może wyrośnie z niej mistrzyni skoków?
Przez twarz
Johna przebiega cień. O nie. Przypomniałam mu o Herze. Z zakłopotaniem szukam
jego oczu.
-Ja nie
chciałam…
-Nic się nie
stało…
Chłopak
chwyta uzdę Nelly, która bryka po wybiegu i odprowadza ją na pastwisko. Inne
konie witają ją rżeniem i przyjacielskim prychaniem. Mała obiega do reszty
„stada” i radośnie trąca pyskiem wierzchowce. Ku wielkiemu mojemu szczęściu
konie ze Stajni Marzeń zaprzyjaźniły i zaopiekowały się osieroconą klaczką.
Źrebak zaczyna skubać soczyście zieloną trawkę, raz po raz machając z
zadowolenia ogonkiem.
Kładzie się na trawie.
Awww.Beztroska chwila spokoju. Urocze… Nagle na spokojne, niczego
nie podejrzewające stadko spada snop ognia. Z przerażenia upadam ze strachu na
ziemię. Konie zaczynają rżeć na widok ognia. Wielka paszcza zionie ogniem i
chwyta jednego z koni. Przez płomienie staram się zobaczyć przyczynę nagłego
pożaru.
-Xsenia?!
Rozpoznaję
fioletowe oczy i lśniące łuski. Smoczyca na dźwięk mojego ostrego głosu zniża
lot i ląduje przede mną składając potężne skrzydła. Zwierzęta zlęknione
nieznanym potworem rzucają się do ucieczki przeskakując wysoki płot. Nelly
nerwowo szuka innej drogi ucieczki. John czym prędzej skierowuje klaczkę do
bramy i wypuszcza ją, by mogła uciec.
-Xsenia…!
Smok wypluwa
pogryzione, zmasakrowane ciało konia. Przekrzywia łeb i z zadowoleniem spogląda
na mnie. Wyrywa jej się potulne ryknięcie. Omija swoją zdobycz i schyla przede
mną łeb. John staje kawałek od nas nieufnie lustrując potwora od łap po pysk.
-Zabiła
Gerarda…
-Całe
szczęście był już starym koniem…
-Jak się
wytłumaczymy?
Nie sądziłam, że Xsenia tak szybko urośnie....za szybko...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz